Biełomorkanał

Biełomorkanał

Kolejnym punktem programu jest Miedwieżegorsk. Nazwa mówi sama za siebie – niedźwiedzie i góry. Już na wjeździe sympatyczny misio wita nas baryłką miodu. Miasto, podobnie jak wszystkie inne zbudowane przez więźniów, jest nieco oddalone od głównej trasy. Musimy zatem podjechać 10 km z górki, żeby zaopatrzyć się w jedzenie, odpocząć, a przede wszystkim zobaczyć słynny Kanał Białomorski. Miedwieżegorsk jest nazywany „wrotami kanału”, choć tak naprawdę zaczyna się on kilka km dalej, w wiosce Powieniec.

Tym samym wkraczamy już na dobre do krany Gułagu, której nie opuścimy aż do końca wycieczki. Kanał Białomorski to pierwszy i najstraszliwszy przykład wykorzystania niewolniczej pracy więźniów w Związku Radzieckim. Wyznacza on początek epoki wielkich budów sowieckich. Po nim powstały jeszcze inne wielkie drogi wodne, linie kolejowe, bomby atomowe, nawadnianie Azji, loty w kosmos… ale to Biełomorkanał jest najstarszym dzieckiem systemu. Może niezbyt urodziwym, wychowanym w biedzie, garbatym i przygłupim, ale jednak pierworodnym. Takiemu wszystko się wybacza.

Od niego nazwę wzięły najpopularniejsze w ZSRR papierosy – Biełomory, produkowane zresztą do dziś. Proszę zwrócić uwagę na stosunek długości filtra do papierosa.  Nie oznacza on bynajmniej, że papierosy są słabe. Przeciwnie. Są piekielnie mocne, a tytoń straszliwie podły. Z drugiej strony, to najtańsi truciciele na rynku. Amatorom mocnych wrażeń polecam również ukraińskie papierosy „Kozak”, o podobnej charakterystyce.

Kanałowi poświęcane były filmy, piosenki, wiersze, poematy, książki, a nawet całe antologie. Do dziś jest jedną z ikon w ikonostasie mitów o Stalinie – wielkim przywódcy, wodzu i budowniczym, oraz ZSRR – światowym mocarstwie. Dlaczego?

Najpierw piosenka:

httpv://www.youtube.com/watch?v=G9syr5nGe1E&feature=related

Zespół nazywa się, a jakże, Biełomorkanał, a treść piosenki nie ma absolutnie nic wspólnego z naszym tematem. Ale mi się podoba. Tekst jest o tym, jak autor stoi na „przystani wiecznej tajgi” i targają nim emocje:

Do końca nie wiadomo, po co Stalin kazał zbudować kanał.

Być może wzorował się na swoim idolu, imperatorze Piotrze I? Piotr, choć do historii przeszedł jako wielki przywódca, oświeciciel i odnowiciel matuszki Rosji, odznaczał się nie mniejszym okrucieństwem niż jego gruziński następca. Powszechnie wiadomo o tysiącach ludzi pogrzebanych przy budowie Petersburga, mniej znane są ofiary budowy tzw. drogi północnej, łączącej Morze Białe z jeziorem Onega. W czasie wojny północnej (1700-1721) potrzebna była carowi do transportu wojsk z Archangielska do Petersburga. Drogę długości 260km zbudowano w 20 (!) dni. A jak się robi drogi w tajdze? To proste. Weźmy kilkadziesiąt tysięcy ludzi i dajmy im siekiery, reszta zrobi się sama. Kto nie da rady, to trudno, „u nas ludzi mnogo”. Podobno po tej drodze, na palach, została przetransportowana rosyjska flota północna  z Archangielska do basenu morza bałtyckiego. Flota bałtycka, podobnie jak Petersburg, jeszcze wtedy nie istniały.

Czy to nie wspaniały przykład do naśladowania? Biełomorkanał został wytyczony dokładnie w miejscu dawnego, XVIII-wiecznego traktu. Wielka budowa miała poza tym utwierdzić pozycję Stalina, który dopiero co zdobył pełnię władzy i kreować jego mit Wielkiego Budowniczego. Last, but not least, była to wspaniała okazja do pozbycia się nadmiaru więźniów w przepełnionych łagrach. Trwał w najlepsze proces rozkułaczania i nie bardzo wiedziano, co zrobić z masą nowych aresztantów. Ówczesny system obozowy był niewydolny i trzeba było kilku lat, by przygotować go do pracy na pełnych obrotach w latach wielkiej czystki 1937 roku.

Przy budowie kanału zmarło, według różnych szacunków, od 250 do 50 tysięcy więźniów.

A teraz kronika budowy kanału. Serdecznie polecam:

httpv://www.youtube.com/watch?v=Xv0GGbU1ErY

Kanał ma długość 227 km, z czego 190km to drogi naturalne – rzeki i jeziora. Pozostałe 37 km trzeba było wydrzeć przyrodzie siekierami, kilofami i łopatami, nieraz kując w litej skale. Zaplanowano 19 śluz, 49 tami 15 zapór, aby pokonać różnicę wysokości 103 m najpierw w górę, a następnie 95 m w dół. Ile czasu może zająć przekopanie takiej drogi? Porównajmy:

Kanał Panamski, długości 80km, budowano 28lat. Kanał Sueski, 160km -10 lat. A  Kanał Białomorsko – Bałtycki, kilometrów 227?

20 miesięcy, czyli niecałe 2 lata. A żeby było śmieszniej – powstać miał prawie za darmo. Przy budowie kanału nie można było korzystać z dewiz – obcej waluty – czyli de facto korzystać z jakiejkolwiek produkcji zagranicznej, choćby dźwigów, koparek, młotów pneumatycznych, itd. Na potrzeby kanału przeznaczono 400mln rubli, ale nadgorliwi czekiści wykorzystali jedynie jedną trzecią tej sumy. Jedynym “sprzętem” jakim dysponowano na początku budowy była taczka, a potem drewniane dźwigi.  “Pchanie taczek to są techniki naszej szczyty – jedno kółko i dwa uchwyty.” ( Z przyśpiewek więźniów). Brakowało łopat i siekier. Kolejka wąskotorowa pojawiła się dopiero w końcowej fazie przedsięwzięcia. Od końca 1932 roku roboty trwał szturm – czyli praca 24 godziny na dobę. Umierającym z wycieńczenia więźniom stale przygrywała orkiestra, czyli powszechnie znienawidzone darmozjady. Przodownicy pracy mogli liczyć po zakończeniu budowy na przedterminowe zwolnienie, a później pracę przy kolejnej budowie, już jako “wolniacy”. Popularne były hasła typu “Przeobrazimy przyrodę, a zyskamy swobodę!” czy “Utopimy naszą przeszłość na dnie kanału!”. Ładne, prawda? Szkoda, że większość przodowników/szturmistów/stachanowców nie dożywała końca budowy. Specjalnie dla nich zwiększone racje żywieniowe nie były nawet zbliżone do zapotrzebowania normalnego organizmu, a co dopiero w stanie nadludzkiego wysiłku.

Chociaż kanał budowany był z pomocą techniki podobnej do tej, której używano podczas budowy piramid, jakoś udało się zdążyć na czas (naczelnicy też nie chcieli być rozstrzelani) i w 1933 roku wierchuszka partii komunistycznej, ze Stalinem na czele, mogła odbyć triumfalny rejs po nowej drodze, nazwanej imieniem ukochanego przywódcy.

Wkrótce potem nowo ukończona konstrukcja musiała być poprawiona i pogłębiona. A potem jeszcze raz. I jeszcze. Podobno taniej byłoby zbudować nowy, ale Rosjanie, w przeciwieństwie do Polaków, niechętnie niszczą swoje legendy.  Kanał był tak płytki, ze nie mogła nim przepłynąć łódź podwodna, o krążowniku nie wspominając, także w latach Wojny Ojczyźnianej nie odegrał ważnej roli strategicznej, jak wcześniej zakładano. W latach 70. Pogłębiono go do 4 metrów, co umożliwia jako takie funkcjonowanie, jednak nie spowodowało to wzrostu ruchu wodnego. Podczas w sumie kilku dni spędzonych nad jego brzegami widzieliśmy raptem dwa przepływające statki.

Ciekawostka:

W sierpniu 1933 na przejażdżkę po kanale wyruszyła grupa 120 najprzedniejszych pisarzy sowieckich. 36 z nich napisało wspólnymi siłami książkę „Kanał Białomorsko – Bałtycki im. Stalina”, czyli poemat na część budowniczych, pamflet na więźniów i apostrofa do Wielkiego Wodza w jednym.  Głównym redaktorem i pomysłodawca wydawnictwa był słynny Maksim Gorki, najukochańszy pisarz Stalina, zabity z jego rozkazu 3 lata po wydaniu książki. Być może podpadł tym, że dzieło wychwalało całą wierchuszkę ZSRR,  z której w 1936 roku większość siedziała już w więzieniach lub nie żyła? Książka trafiła wtedy na indeks ksiąg zakazanych, a prawie cały nakład zniszczono. Z Gorkim łączy mnie zamiłowanie do dziwnych czapek, dlatego mi go żal. Wprawdzie pośmiertnie przemianowano miasto Niżny Nowogród na jego nazwisko oraz ochrzczono nim główny park w Moskwie, to mimo wszystko podejrzewam, że wolałby kilka lat życia więcej. To w ogóle bardzo ciekawa postać. Sołżenicyn utrzymuje, że za samą krytykę twórczości Gorkiego dostawało się swego czasu czerwońca, czyli 10 lat łagru, taką miał pozycję.

Podobnie marny los, choć dwa lata później, spotkał innego pisarza z kolektywu – naszego swojskiego Brunona Jasieńskiego, którego But w Butonierce przerabialiśmy w szkole. I po co mu było to ZSRR, te tłumy witające go w Leningradzie? Po co pogodny rozdział Dobić wroga klasowego ?

Dziś bez problemu można przeczytać całe dzieło w Internecie, nie mamy wątpliwości, że zainteresowani znajdą je bez trudu. Tych, którzy nie znają rosyjskiego, gorąco zachęcam do obejrzenia obrazków: