Nina Aleksandrowna

Nina Aleksandrowna

Kolejny dzień, kolejna historia. Dekoracje: wioska, chałupa, studnia. I babcia, która po naszym

wyjeździe zostanie gwiazdą, mogąc opowiedzieć kumoszkom historię o rowerzystach z wielkiego świata. Chociaż Nina Aleksandrowna gwiazdą już była: w Leningradzie zajmowała się gimnastyką artystyczną. Trudno odgadnąć, patrząc na doświadczoną życiem

 siedemdziesięciolatkę. Wszystko tak jak należy – był mąż, syn, mieszkanie w Petersburgu i dacza w wiosce M. Syn zginął w Afganistanie, mąż umarł w zeszłym roku, na utrzymanie mieszkania w wielkim mieście nie było pieniędzy. Jej świat skurczył się do rozmiarów działki z niewielkim domkiem, a problemy – do wyhodowania jedzenia, zdobycia opału na zimę i odśnieżenia drogi do studni w ciężkie mrozy.

Dzięki babci Ninie wiemy kto jest kim w wiosce M. Kto się dorobił i zapomniał skąd przyszedł. A kto się nie dorobił i nie zapomniał. Kto jest złotą rączką, a kogo spotkamy tylko pod sklepem. I wreszcie, że chociaż na pogaduszkach z kumami spędza całe dnie, to gadać nie ma o czym. Nawet do cerkwi nie ma jak pójść, stoi pośrodku lasku, który kiedyś był cmentarzem, czekając na lepsze czasy. W środku stoi kilka krzyży, ale nabożeństwa się nie odprawia.

Tak naprawdę w wiosce M. i historii Niny Aleksandrowny nie ma nic ciekawego, ani wyjątkowego. Dlatego warto ją opisać. Taka jest właśnie prowincja. W Polsce i Niemczech wygląda tak samo. Historie babć z prowincji różnych krajów różniłyby się detalami, a wioski – określnikiem atmosfery. Sielskość, senność, nostalgia, beznadzieja. Wybierz swój zestaw i w drogę. Gwarantuję, że zapamiętasz tylko te historie, na które nastroisz odbiornik w swojej głowie. Ja słyszę najczęściej melancholię lub beznadzieję.

Tak wygląda prowincja:

 

 

albo tak (Euforia):

httpv://www.youtube.com/watch?v=vm0uT7EC2SY&feature=related