O upadłym Putinie i dwóch takich, co strzegli ognia

O upadłym Putinie i dwóch takich, co strzegli ognia

Trafiliśmy z Kasią na młodzieżową wszechrosyjską konferencję Seliger. Jej korzenie sięgają ponoć spotkań Pionierów – młodej elity Związku Radzieckiego i spółki. Nasi rosyjscy przyjaciele ostrzegali, że zrobią nam tam pranie mózgu i wyjedziemy pełni wiary w „suwerenną demokrację”.

Już przy wjeździe witają nas ogomne billboardy z Putinem i Miedwiediewem, patrzących z troską, ale i wyraźnym planem na przyszłość – konkretnie na przyszłość do roku 2020. Dalej złote myśli ojców i matek narodu – Suworowa, Katarzyny II, oraz obecnego premiera i prezydenta. W całym łagrze (ros. obóz) znajdziemy jeszcze kilka podobizn obu panów, w tym mój ulubiony transparent z Władymirem Władymirowiczem jako hipsterem.

Ale na tym koniec propagandy. No, prawie. W kazdym razie całe to spotkanie jest realną szansą dla młodych, przedsiębiorczych ludzi na rozwój swoich pomysłów. Przez siedem dni konferencji przyznano ponad 4mln zł grantów na różnorakie przedsięwzięcia. Na rowerową rosję jednak jakoś nikt nie chciał łożyć.

A teraz tytułowa bajka “O upadłym Putinie i dwóch takich, co strzegli ognia”.

Dawno dawno, jakiś tydzień temu, w odległej Twerskiej obłasti (województwie) siedzieliśmy sobie w najlepsze w wielkim namiocie o nazwie „Gagarin”, gdy pani z głośnika kazała się rozejść, bo idzie burza. Rozeszliśmy się, ale burzy nie było. Zamiast niej przyszedł huragan. W mojej kolekcji przeżytych sztormów zajmował będzie odtąd zaszczytne pierwsze miejsce. Łagier jest rozstawiony bardzo malowniczo i inteligentnie między dwoma jeziorami, aż prosząc się o zwianie. 4000 uczestników siedzi w namiotach pod drzewami. I nagle uderza huragan. Drzewa łamią się jak zapałki, namioty – te nie przyniecione – fruwają, wszystko lata w powietrzu, stal się wygina, laptopy pływają w jeziorze, plazmy lądują na drzewach. Patrząc na pobojowisko, w które zmieniła się połowa obozu, trudno uwierzyć, że nikt nie zginął. Zaledwie kilkanaście osób trafiło do szpitala, w tym jedna z poważniejszymi złamaniami. Ale nie to przykuło uwagę mediów, które pojawiły się następnego dnia. Otóż trzeba wam wiedzieć, czym dla Rosjan jest Wielka Wojna Ojczyźniana 1941-1945. Kiedyś poświęcę temu sobny artykuł, dziś napiszę w skrócie – jest czymś bardzo ważnym. Niemal każde miasto i wiele wiosek jest ozdobione pomnikami Wielikoj Otcziestwiennoj. Często towarzyszy im wieczny ogień – taki jak u nas w Warszawi na placu Piłsudskiego. Nie inaczej było na Seligerze. Betonowa czerwona gwiazda, a w środku ogień, strzeżony całodobowo przez wartowników – ochotników. A teraz – jak rodzą się legendy. Dwoje młodych dzielnych ludzi, nie zważając na latające drzewa, namioty i laptopy, grad i pioruny, na przekór powszechnej panice, nie ruszyło się na krok ze swego posterunku. Wieczna sława bohaterom! Młodzi ludzie są skromni, nie palą się do wywiadów, w końcu robili tylko to, co do nich należało – oddawali cześć obrońcom ojczyzny. W łagrze wszyscy chylimy przed nimi głowy.

O ile zachowanie strażników ognia mogło napawać organizatorów konferencji prawdziwą dumą, o tyle postawa premiera wzbudzić musiała sporą konsternację, a wśród młodzieży – powszechną wesołość. Oto z billboardu na głównej scenie postapokaliptyczny krajobraz obserwuje z zadumą prezydent Miedwiediew. A gdzie Putin? „Putin padł” – zawołał ktoś z tłumu! Lud prosty skłonny jest ku zabobonom, odczytaliśmy zatem symbolikę zdarzenia jednoznacznie. „Co też to będzie z mateczką Rosją…?”- myśleli niektórzy, spoglądając niepewnie na umorusaną w błocie czuprynę[1] lidera państwa.

Tak oto wyglądał nasz pierwszy tydzień w Kraju Wielkich Możliwości. Trochę żal było mi opuszczać Seliger, ale ogromna podobizna prezydenta, ułożona ze słów „kraj”, „prawda”, „dobro”, „federacja”, „lider” i „hurra”, z hasłem „Ucz się, albo do widzenia”, nie pozostawiała złudzeń, gdzie jest moje miejsce.



[1] W przypadku Putina właściwie trudno mówić o czuprynie, gdyż jest ona mocno przerzedzona. Jednak na opisywanym zdjęciu wyglądała ona zaskakująco bujnie.