Opowieść znad Bajkału część 1.

Opowieść znad Bajkału część 1.

Oto pierwsze wrażenia, spisane na szybko po pierwszej nocy spędzonej już nie-na- Bajkale.

O 7 rano (jak co dzień)  zadzwonił budzik, obwieszczając bezlitośnie, że nadszedł czas gotowania śniegu (na co zwykle reagowałem wyściubieniem oka ze śpiworka i konstatacja że jest ciemno, więc walczyłem zwykle ze sobą ok godziny). Wicher gotował lód wieczorem, ja rano, a zajmowało to ok 2 godziny. Potem, jeśli było słonce, temperatura wzrastała do jakichś rozsądnych -20, czasem nawet -15 i można było zwijać obóz.

A dziś … budzik dzwonił,  dzwonił i dzwonił  A ja próbowałem ruszyć się z miejsca, choć szło mi to dosyć topornie. Wszystko boli tym przyjemnym bólem, o którym wiesz, że w końcu minie, a piękne wspomnienie zostanie. A na razie najpiękniejszym wspomnieniem jest chwila, w której nie bez wysiłku wyłączyłem budzik (ciężko rozprostować palce, poza tym cały czas mrowi w koniuszkach) i z uśmiechem położyłem się spać dalej, wiedząc że dziś-nie-muszę-kręcić-tymi-cholernymi-pedałami.

Trudno powiedzieć ile nakręciliśmy kilometrów tymi cholernymi pedałami  Gps obliczy mi to ładnie w Polsce,  na razie oceniamy, że ok 1000, plus minus 100 km. Dziennie przejeżdżaliśmy od 15 km (na północy  gdy cale dwa dni tylko pchaliśmy)  do 80 km (kolo Olchonu i ostatniego dnia, gdy również prowadziliśmy, ale również pędziliśmy na złamanie karku do ciepła dworca w Sljudance), a najczęściej koło 40-50. Spaliśmy w namiocie, ale kiedy tylko się dało znajdowaliśmy tzw. zimowia (czyli ogólnodostępne izby z pieczką i pryczami do spania) lub u ludzi. Dwie noce spędziliśmy bez namiotu, bo tak wyszło. Temperatury wahały się od -35 w nocy do +8 na słońcu w dzień. Najczęściej jednak było ok -20 w nocy i -10 w dzień. Spróbujcie po takiej nocy wsadzić nogę do zamarzniętego buta – super zabawa!

Po drodze spotkaliśmy wiele dobrych ludzi – takich głupków jak my ( 1 Rosjanin na rowerze, para idących pieszo z saniami, kilkoro moskwiczów na łyżwach), tych co gościli nas pod swym dachem i wielu kierowców samochodów, którzy zatrzymywali się z okrzykiem “kak eto, kak eto wazmożno, rebiata?” a zaraz potem “w cziem mogu pomocz?”
c.d.n.