Smoleńsk!

Smoleńsk!

W sumie powinienem napisać ten tekst tydzień temu, ale dopiero Monika Olejnik w fejsbukowym wpisie po zamachu w Stanach („Dwa wybuchy – w Bostonie, a nie w Smoleńsku.”) przypomniała mi, że Smoleńsk zawsze na czasie.

A dziś w telewizorze pokazywali edukacyjne puzzle dla dzieci. Należy ułożyć z porozrzucanych bezładnie kawałków mapę Europy. Przy miejscach ważnych dla polskiej historii znajdują się podpisy. Pod Smoleńskiem widnieje: „Śmierć Prezydenta w prawdopodobnym zamachu 2010r.”

Jechałem sobie ostatnio Transsibem. W dwie strony dwa tygodnie tak jechałem. Przez ten czas sporo rozmawiałem z Rosjanami o tym, jak jest (źle), jak było kiedyś (lepiej) i jak będzie (będzie wojna z Chinami). Odpowiadałem na pytania „kak u was żyźń?” (normalno), „kak zarpłaty?” (wyższe niż u was) i „co z tą katastrofą?” I chociaż bardzo lubię sławić ojczyznę wyłuszczając jak najdokładniej nasze wewnętrzne stosunki, to jednak smoleńskie zadanie mnie przerasta.

Tłumaczę z reguły tak:

Jedna trzecia Polaków wierzy, że był zamach, z czego połowa uważa, że zorganizował go Putin, a druga połowa, że Putin w tajnym przymierzu z Tuskiem. Nie bardzo wiadomo dlaczego, skoro niepopularny Kaczyński za pół roku i tak skończyłby urzędowanie. To znaczy wiadomo, ale wie tylko Antoni Macierewicz, ale nikomu nie powie, przynajmniej na razie.

– Kto to Macierewicz? Coś jak Dzierżyński, tylko on jeszcze/już nie ma władzy.

Pozostałe dwie trzecie mieszkańców Najwspanialszego Z Krajów zastanawiają się, dlaczego kilka osób związanych ze śledztwem smoleńskich popełniło samobójstwo, ale i tak nie wierzą, że Ruscy zasadzili brzozę na pasie startowym i naprędce zorganizowali sztuczną mgłę.

Na to niestety mój rozmówca często odpowiada:

– Eee, nasi to nie takie rzeczy już robili.

Prawda, przecież Bieriezowski zapłacił Szamilowi Basajewowi za rozpętanie II wojny czeczeńskiej, żeby Putin został wybrany na prezydenta, a FSB wysadzało bloki w Moskwie, żeby potęgować atmosferę zagrożenia. Jeśli gdzieś obok siedzi Białorusin, dorzuci jeszcze kilka słów o wybuchach w mińskim metrze w 2011 i dwóch skazanych na śmierć chłopakach, którzy nie mieli z zamachami prawdopodobnie nic wspólnego.

 Nie mam pojęcia, co z tych teorii jest prawdą, a co nie. Wiem tylko, że wbrew temu, co próbują nam wmówić niektóre media, za Bugiem nie mieszkają idioci, którzy bezkrytycznie wierzą we wszystko, co mówi władza. Więcej powiem – z reguły nie dadzą za jej słowa złamanej kopiejki. To straszne, bo jak ma funkcjonować państwo, w którego przedstawicieli nikt nie wierzy? I bardzo mi przykro, że tą niewiarą się zaraziliśmy, a choroba postępuje. Głównym nosicielem jest Antoni Macierewicz, robiący przy okazji fantastyczną robotę, żeby Polacy i Rosjanie się nigdy nie pogodzili. Bo jak można podawać rękę ludziom, którzy dobijali trzy ofiary, które przeżyły? Jak dzielić się z nimi kiszonym ogórkiem, kieliszkiem się stuknąć?

I gdy pytacie mnie, moi drodzy, po co pojechałem na Bajkał – odpowiadam: Syberia jest naprawdę daleko. Tak daleko, że na Bajkale przez trzy tygodnie nikogo zupełnie nie interesowało, co w Polsce sądzi się o katastrofie. Sprzedawane w Irkucku papierosy „Tu – 134” nie budzą w nikim smoleńskich skojarzeń, a brzoza jest po prostu drzewem, jak każde inne. Drzewem najlepszym do rozpalenia ogniska.