Transsib

DSC_6768

Podróż Koleją Transsyberyjską jest dla wielu osób marzeniem i często celem wyjazdu do Rosji. Miejscem, gdzie można zajrzeć w głąb legendarnej rosyjskiej duszy, usłyszeć prawdę o życiu, dowiedzieć się, że za Breżniewa było lepiej i że to Stalin zwyciężył Hitlera.

Cztery doby w Transsibie mogą być mniej męczące niż cztery godziny w PKP! Człowiek wie, po co jedzie i kiedy dojedzie. Z dokładnością co do minuty. Tu maszyniście za opóźnienie nie spowodowane atakiem faszystów, deszczem meteorytów albo trzęsieniem ziemi grozi prawdopodobnie rozstrzelanie. W płatzkarcie jest ciepło. Wygodnie. Poleżeć można, posiedzieć. Można popsioczyć na Putina, pośmiać się z Miedwiediewa, zjeść suszoną rybę. Jest z kim o ciężkiej pracy i nielekkim życiu pogadać. Jest z kim się wódki napić, albo w karty rżnąć. Wszyscy rozwiązują krzyżówki, człowiek może się rozwinąć intelektualnie.

Ale może być też gorzej – w wagonie będą sami Chińczycy, którzy może i chcieliby pogadać, ale nie umieją po rosyjsku. Mają za to inną, fantastyczną umiejętność – synchroniczne siorbanie zupek chińskich (podstawa menu w pociągu), zawsze o 6 rano czasu miejscowego – można według nich nastawiać zegarki. Jeśli nie Chińczycy, to może starsze kobiety z wnukami? Pół biedy, jeśli dzieci są na tyle duże, że nie płaczą. Całkiem możliwe, że trafi się tez kompania mużyków, zainteresowanych egzotycznym przybyszem z Polski. Wtedy trzeba pić, często do upadłego. Często do późnego wieczora. (A może nocy? Trudno ocenić przez ciągle zmieniające się strefy czasowe). Będziecie przeszkadzać innym pasażerom, a wtedy obrazi się na was prowadnik i za karę nie będzie chciał włączać gniazdka do ładowania telefonu. Można robić wszystko, ale z prowadnikiem lepiej nie zadzierać! To feudalny władca dzierżący łagodną i pogodną, bądź mściwą i okrutną władzę nad pasażerami – konduktor, sprzątacz, sklepikarz i porządkowy w jednym. Jednak i on jest tylko wasalem władzy wyższej – naczalnika pojezda. A naczalnik pojezda? On podlega już chyba tylko Putinowi.

Przerobiłem wszystkie wyżej opisane atrakcje po kilka razy, ale i tak uważam, że jedynym powodem, dla którego warto przejechać się transsibem jest czas. Czas, który przesuwa się cały czas do przodu, więc codziennie ginie gdzieś godzina albo dwie. Ale gdzie? Słońce zachodzi każdego dnia o innej porze, ale ciężko powiedzieć o której, bo trudno powiedzieć, gdzie te strefy przechodzą jedna w drugą. Wydawałoby się, że budzisz się rano, ale słońce już wysoko na niebie. Patrzysz na zegarek, a tam czas moskiewski, zupełnie nieprzydatny do określania pory dnia. Zerkasz więc na drugi zegarek, pokazujący czas lokalny, którego mimo wszystko nigdy nie można być do końca  pewnym. Można jeszcze zerknąć na trzeci, ale tam godzina już zupełnie bez sensu, na przykład z Polski.

Wszystkie dworce w Rosji działają według czasu moskiewskiego. Można sprawdzić na mapce stref czasowych i niby wiadomo, która godzina. Wtedy mówi się ze zdziwieniem: “Ooo, jak wcześnie!” Albo: “Och, jak już późno!” Ale gdy już teoretycznie wiadomo, jaka jest pora dnia, a człowiek zadowolony wygląda wieczora, to słońce złośliwie nie chce zachodzić o tej samej godzinie, co wczoraj czasu miejscowego. To znaczy wczorajszego czasu miejscowego, różniącego się od dzisiejszego miejscowego i jutrzejszego moskiewskiego, a już najbardziej od dowolnego polskiego. Oczywiście, nie sposób się w tym połapać i organizm w pewnym momencie głupieje.

Najlepiej wtedy napić się wódki i iść spać, nie rozmyślając o czasach[1], po to by kolejnego dnia znowu obudzić się nie wiadomo kiedy. W tym całym chaosie jedynym stałym punktem jest prowadnik, który zawsze wie, kiedy wyłączyć światło. Z reguły około 21.00 czasu lokalnego, niezależnie czy słońce zaszło dwie, czy trzy godziny wcześniej. Na początku człowiek szamocze się, rozpaczliwie próbuje znaleźć jakiś punkt odniesienia, aż w końcu daje sobie spokój. Wtedy robi się naprawdę fajnie. Uświadamiasz sobie, że czas jest oderwany od przestrzeni, a ty razem z nim. Być może ludzie mijani na peronach starzeją się wolniej niż ty?

A tu scenka rodzajowa – pani sprzedaje zabawki:

httpv://www.youtube.com/watch?v=Z1yftV5H9jc


[1] czasy to po rosyjsku, jakżeby inaczej, zegarek