Meteostancja

DSC_7768

Skąd się bierze mroźna pogoda? Oczywiście ze stacji meteorologicznych, gdzie krowy biegają po dachach, a niedźwiedzie przeszkadzają w odczytywaniu pomiarów dzielnym pogodynkom i pogodynom, walczącym o dobrą pogodę dla ludu pracującego. Kilka słów o tym, jak wygląda życie na małej, odciętej od świata meteostancji pośrodku Bajkału.

Puk, puk.

– Dzień dobry, jestem rowerzystą z Polski, jadę z Siewierobajkalska rowerem i zastanawiam się, czy nie zechcielibyście ugościć nas wrzątkiem? – pytam kobietę w wesołej czapce z pomponem.

– No chwała Bogu, że rowerami! A to w zeszłym tygodniu zajeżdżali do nas jacyś ludzie na łyżwach. Wyobrażasz sobie? Na łyżwach!? No przecież to już zupełnie bez sensu. Na rowerze tak, to ja rozumiem, to normalne, tych co piechotą chodzą, też jeszcze rozumiem, ale na łyżwach to już przesada, no nie mam racji?

– Jasne! Z nudów to już ludziom zupełne idiotyzmy do głowy przychodzą… – zgadzam się skwapliwie, chociaż w sumie nie wiem, dlaczego jazda na łyżwach po Bajkale miałaby być mniej sensowna niż wycieczka rowerowa, ale grunt, że racja jest po mojej stronie.

Zaprasza do środka, szybko zamykając drzwi, żeby 20 stopni mrozu nie wdarło się do środka. W przytulnej izbie jest raptem 10°C, ale od razu rozbieramy się ze wszystkich możliwych warstw. Na szczęście chwilę przed nami meteostancję odwiedzili rybacy, więc nie czuć (chyba) zapachu niemytych od tygodnia ciał.

Wkrótce sadowimy się przy stole, na którym błyskawicznie znalazły się różne smakołyki. Mieszkają tu trzy osoby. Kierownikiem jest Jelena, która przyjechała tu 25 lat temu i nie myśli wyjeżdżać. Ma pod sobą Nataszę i Saszę, młode małżeństwo świeżo po studiach. Natasza ma 19, a Sasza 20 lat. Widać, że brakuje im towarzystwa, bo szczerze śmieją się z naszych opowieści, a nawet z dowcipów Wichra. Młodzi oprowadzają po terenie stacji, z zapałem komsomolców objaśniając szczegółowo działanie wszystkich urządzeń. Udaję, że rozumiem, chociaż wszystkie nazwy brzmią tak samo i kończą się na „graf”. A ja znam tylko sejsmograf i wariograf. Ale higrograf? Anemograf?? Pluwiograf?! Albo ta szklana kula, z której można wywróżyć nasłonecznienie?

No dobrze kochani, to powiedzcie, czy jutro będzie słońce?

– A my to nie wiemy… przekazujemy tylko dane dalej – tłumaczy Natasza, w czasie gdy Sasza krzyczy przez radio zaszyfrowaną pogodę do jakiejś tajemniczej nadstacji.

– Zbierają informacje z 50 stacji na całym Przybajkalu i na ich podstawie tworzą prognozę pogody…

– Czyli zupełnie nie wiecie, czego możemy się spodziewać?

– Ciśnienie rośnie, więc powinno być ładnie…

Za kilka godzin na Bajkale rozpęta się piekło, purga i poziomka[1]. Ale nie ma co mieć do młodej meteorolożki pretensji.

– Widzisz, jeśli w mieście ciśnienie rośnie, to znaczy, że będzie pogoda, ale tu jest zupełnie na opak. Rośnie i mamy zamieć, spada – wypogadza się. Bajkał jest nieprzewidywalny – mówi doświadczona Jelena.

– W takim razie, po co te prognozy?

Wzruszają ramionami.

– Jedno, czego możecie być pewni, że po śniegu będzie wiatr.

To akurat już wiemy. Poprzedniego dnia padało, a w nocy rozpętał się huragan, wiatr dochodził do 144km/h. Tak przynajmniej twierdzą meteorolodzy.

DSC_7780

Meteostancja to również pokaźna menażeria. Przede wszystkim kilka krów, które trzymane są nie dla mleka, a dla mięsa. Bydło ma fantazję – nie dalej jak wczoraj jedna wlazła po hałdzie śniegu na dach magazynku, spadła i złamała nogę, głupia. Kiedy kiedyś Jelena obrzucała kamieniami wilka, który podszedł pod zabudowania, krowy dzielnie stanęły za nią.

Są też cztery puszyste koty, wśród nich arcywłochaty Murzik – prawdziwy car – koszka, wyniosły, kapryśny i niechętnie pozujący do zdjęć. Dwa zdecydowanie bardziej sympatyczne psy ostrzegają przed niedźwiedziami, a jeden z nich pobiegnie za nami aż do następnego noclegu.

– No wyobraź sobie – opowiada Sasza – musisz o 3 w nocy iść sprawdzić pomiary. Ciemno, mgła taka, że nie widać końca własnej ręki. Psy szczekają i wiadomo, że coś jest na rzeczy. A wskaźniki sprawdzić trzeba. Idziesz na plac modląc się, żeby nagle nie spadła na ciebie z tyłu jakaś łapa.  Nawet nie zapisuję wtedy danych, tylko szybko biegnę z powrotem do radia. Ale przecież z nerwów wszystko się może pomieszać i wtedy trzeba biec jeszcze raz!

Zdarza się, że niedźwiedź porwie krowę, którą potem znajdują kilkaset metrów od stancji, poszarpaną.

Psy boją się niedźwiedzi, ale lubią bawić się z sobolami. Przychodzi taki ciekawski zwierz, nie wiadomo, czego szukając. Przecież jak go złapią, to od razu na czapkę przerobią! Zaraz psy go wyczują, a on wtedy bach! Na słup telegraficzny! I będzie tam siedział, dopóki psom się nie znudzi.

– Sobole są fajne, nie to co kuny! – twierdzi Natasza – znalazłam kiedyś jedną za szafką w nieużywanej chacie. A jaka zła była! Ofukała mnie, owarczała, wyjść nie chciała. Nie cierpię kun prawie tak bardzo, jak latających myszy[2]! Zawsze się boję, że wplączą mi się we włosy!

Na pożegnanie dostajemy w prezencie dwie puszki sguszczionki, cztery tuszonki i dwa bochenki chleba wprost z pieca. Potem dowiemy się, że meteorolodzy handlują nadwyżkami jedzenia z rybakami. Nie mogę się powstrzymać i gdy Wicher nie patrzy, ukradkiem zjadam świeżą, chrupiącą skórkę. Jest obłędnie pyszna. Zanim dojedziemy do kolejnego noclegu, będzie twarda jak kamień.

DSC_7803


[1] Zamiecie. Innymi słowy będzie nieciekawie.

[2] Lietajuszczaja mysz to nietoperz. W sumie podobny do myszy.