Jedzenie na wyprawach

Jedzenie na wyprawach

Dziś wyjeżdżam znowu trochę pomarznąć, tym razem w góry:)  Z tej okazji post, który miał być wyprodukowany sto lat temu, czyli dieta. W pierwszym odcinku kulinarnym słowo o batonikach energetycznych, które wczoraj wyszły mi nieco zbyt kruche, ale jak zamarzną, to z całą pewnością będą jak znalazł.

a to absolutnie pierwsze, nieco czerstwe kulinarne wideo. Widac doskonale, jaki jestem gruby – tłuszcz był specjalnie zbierany na Bajkał:)

Wracając do Bajkału. Oprócz kupionych w Siewierobajkalsku, wystandaryzowanych konserw, kaszy gryczanej, makaronu i purée w proszku na naszą codzienną dietę składała się żywność liofilizowana, batoniki energetyczne i cukierki.

Liofilizaty to specjalne jedzenie wyprawowe, niegdyś stosowane przez amerykańskich marines i kosmonautów, potem alpinistów, a dziś dostępne dla takich ekstremałów jak my. Najprościej rzecz ujmując, to pełnowartościowe posiłki, które najpierw trzeba zamrozić, a potem odsączyć całą wodę. Tak przygotowane, nie ważą prawie nic i nie zepsują się przez lata. Technologię liofilizacji wymyślili Indianie Quechua już kilkaset lat temu, a podczas II wojny światowej przejęli ją Amerykanie. Obecnie tego typu posiłki przygotowuje się w urządzeniu o strasznej nazwie liofilizator. Ich jedyną wadą jest wciąż stosunkowo wysoka cena i… smak.

Batoniki energetyczne robiłem sam. Mój przepis:

  1. Idziemy do najbliższego hipermarketu lub dobrze zaopatrzonego sklepiku
  2. W dziale „orzechy” kupujemy dużo orzechów. Ja najbardziej lubię włoskie (przez Rosjan nazywane greckimi), ale biorę też arachidowe, laskowe, ziemne, nerkowce i migdały. Orzechy są straszliwie kaloryczne, (składają się w 80% z tłuszczów) a przy tym zdrowe, stanowią więc świetną podstawę batoników. Zawierają wiele witamin, minerałów, błonnik i antyoksydanty, podobno zwalczają też zły cholesterol, czymkolwiek on jest. Chronią przed niektórymi chorobami, wpływają na dobre samopoczucie, pracę mózgu i, co dla nas szczególnie ważne – pomagają zachować urodę.
  3. W tym samym dziale znajdziemy też żurawinę, rodzynki, śliwki i inne bakalie do wyboru w zależności od uznania. Dodadzą smaku i miękkości batonikom (będzie to szczególnie ważne, gdy zamarzną na kamień). Tuż obok powinny leżeć ziarenka: słonecznik i siemię lniane. Przydadzą się jeszcze płatki owsiane, otręby (na lepsze trawienie), wiórki kokosowe, czekolada, cukier, miód i trochę masła. Nie zapomnijmy o waflach!
  4. Słonecznik i otręby prażymy lub podsmażamy. Bakalie kroimy lub nie – w zależności od stopnia lenistwa. Ja walę wściekle tłuczkiem w torebkę z orzechami, tak długo, aż zostaje z nich miazga.
  5. Na małym ogniu mieszamy miód, cukier, otręby, płatki owsiane i masło. Powstała masa będzie głównym spoiwem batoników.
  6. Do wyłożonej papierem formy albo naczynia żaroodpornego wysypujemy wymieszane i zgniecione orzechy, pozostałe bakalie i nasiona. Zalewamy miodową masą i wstawiamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na 10 minut.
  7. Po wyjęciu powstałą masę obłożyć z dwóch stron waflem. Będzie bardzo klejąca. Ewentualnie można oblać ją rozpuszczoną czekoladą i posypać wiórkami (jeżeli nie rozpuściliśmy ich wcześniej, dodając do składu batoników). Pokroić na kawałki żądanej wielkości i owinąć jak najgrubszą folią aluminiową (im cieńsza, tym łatwiej się drze i trzeba jeść nasz ulubiony przysmak z przyklejonymi kawałkami opakowania). Dobrze jest zapakować po kilka batoników w woreczki strunowe, pozwoli to uniknąć zmoknięcia, zalania benzyną, albo ataku robaków (w cieplejszym klimacie).

Szef kuchni ekspedycji Bajkał Ice Trip poleca! Jeden duży batonik może z powodzeniem zastąpić obiad, gdy nie ma czasu, ani warunków na jego przygotowanie. Można oczywiście kupić „zwykłe” batony energetyczne, ale będzie kosztowało to kilkakrotnie więcej, a nie będziemy mieli żadnej kontroli nad smakiem. Takie stuprocentowo naturalne wyroby przewyższają pod względem energetyczności większość „profesjonalnych” produktów. Nasza stugramowa przekąska ma ok. 450 kcal, w tym 13 g białka (budulec masy mięśniowej), 27g tłuszczu (główne „paliwo” organizmu), 47g węglowodanów (dostarczają szybkiej energii do wysiłku fizycznego, przyśpieszają regenerację organizmu) i 6g błonnika (wspomaga pracę jelit i zapewnia uczucie sytości). Sympatyczne węglowodany dają szybkiego „kopa”, gdyż łatwiej się wchłaniają, ale za to energia z tłuszczy starcza na dłużej – organizm zabiera się za nie dopiero, gdy spożytkuje już wszystkie inne składniki dostępne na podorędziu. Baton znanej firmy (100g – 7zł) – niecałe 400 kcal. Dla porównania, 100g bigosu ma raptem 128 kcal.  Przeciętny obiad to ok 500-700 kcal. W ciągu doby przeciętny, zdrowy człowiek powinien zjadać ok 2000 kcal. Oczywiście podczas wysiłku fizycznego zapotrzebowanie na kalorie gwałtownie wzrasta. Nasze dzienne racje wahają się zatem od 3000 do 4000kcal, ale to i tak za mało, bo chudniemy. Prawdziwi sportowcy spożywają zupełnie kosmiczne ilości kalorii, np. Justyna Kowalczyk zjada codziennie 6000kcal, a amerykański pływak, 18-krotny złoty medalista Igrzysk Olimpijskich Michael Phelps – 12000 kcal.

Celowo nie podaję proporcji – są praktycznie dowolne – ważne jedynie, aby nasza miodowa masa dobrze zlepiła pozostałe składniki.

A tak się przedstawia tabelka wartości energetycznych dla dziesięciu przykładowych  batoników stugramowych:

batoniki

A oto batoniki spakowane i gotowe do drogi. Ma na nie chrapkę nawet kot Mruszczow 🙂

Kot Mruszczow też ma chrapkę na moje batoniki

PS.

Dziękuję za konsultacje merytoryczne Ubootowi i Marguerite 🙂