Najlepsze (i najgorsze?) książki o Rosji

Najlepsze (i najgorsze?) książki o Rosji

Jako, że nie chce mi się ciągle pisać o tym Bajkale, a na napisanie pasjonującego thrillera o kirgiskiej czupakabrze jakoś nie mam czasu, postanowiłem napisać posta pomocnego człowiekowi, który chciałby sobie coś o Rosji poczytać – czyli staromodne książki. Z racji zainteresowań trochę tego czytam, więc z czystym sumieniem polecam książki, którym dałem swoje subiektywne  minimum 6 punktów 🙂

1. Imperium

Ryszard Kapuściński

10/10. Cóż, nie jestem pewnie oryginalny, ale nie oryginalność tu przecież chodzi. Imperium to jedna z najlepszych książek Kapuścińskiego i bezapelacyjnie najlepsza pozycja ze znanych mi o Rosji. I nieważne, że Ryszard jest czasem nieścisły, czy od czasu do czasu coś z lekka podkoloruje. (Pamiętam jak szukaliśmy pozostałości restauracji w Suchumi, w której Mistrz jadł smażoną rybę, spoglądając na ruiny zatopionego pod nią starożytnego miasta Dioskurii. Ruiny owszem są, ale z wojny lat 90., a tych starożytnych nikt z tubylców nigdy nie widział. Chyba, że ktoś był tam przed wojną i może potwierdzić…? ) Ważne, że to prawdziwa skarbnica celnych obserwacji na temat Rosji i ZSRR. Przeczytałem już 3 razy i im bardziej poznaję kraje byłego ZSRR, tym więcej rozumiem i bardziej doceniam kunszt Kapuścińskiego, który umie napisać ponadczasowe opowiadanie na chyba każdy temat. To samo tyczy się zresztą „Kirgiza schodzącego z konia”, który dodatkowo napisany jest w zabawnym z dzisiejszego punktu widzenia, socjalistycznym stylem.

2. Wołoka

Mariusz Wilk

9/10. Właściwie to nie wiem za bardzo, którą książkę Wilka wybrać. Wziąłem Wołokę, bo przeczytałem ją jako pierwszą i może dlatego zrobiła na mnie największe wrażenie. Nad Bajkał zabrałem z kolei „Dom nad Oniego”, ale zalał mi się benzyną:P Wilcza proza nie każdemu się podoba. Nie za wiele się tu dzieje, autor a to grzebie w historii ruskiej północy, a to we własnej głowie, czasem racząc nas jakimś wojażem po Karelii i okolicach. Dla mnie największą zaletą tych książek jest język. Piękny, przemyślany i… pełen rusycyzmów. Autor od wielu lat mieszka w Karelii (wcześniej na wyspach Sołowieckich), ma żonę Nataszę i śliczne (zapewne) dziecię. Wilk mówi, że nie rusycyzmów używa, a jeno słowa, które kiedyś w polskim i ruskim to samo znaczyły. Dawno temu, mieszkając w Irkucku, też taką ładną, polsko – ruską mieszanką porozumiewaliśmy się z chłopakami będącymi ze mną na wymianie. Może i za to mam sentyment do autora, ale przede wszystkim kocham ten piękny styl i spokój, jaki bije z kart książek z serii “Dziennik Północny”.

3. Biała Gorączka

Jacek Hugo – Bader

8/10. Podobnie jak u powyższych, mógłbym tu wstawić „Dzienniki Kołymskie”, albo „W rajskiej dolinie wśród zielska”, ale „Biała Gorączka” to jednak najbardziej różnorodny zbiór arcyciekawych reportaży. JHB często mnie wkurza, nie kończąc jakiegoś wątku, ale taka już natura reportaży. Spodoba się każdemu, chociaż sporo z historii może naprawdę zdołować.

4. Po Syberii

Colin Thubron

7/10. Wypadałoby dać wreszcie jakiegoś niepolskiego autora, padło na Colina. 7 na 10 to wciąż bardzo wysoka nota, ale wychodzi jednak na to, że nikt, kto nie urodził się Słowianinem, w kraju komunistycznym, nie jest w stanie do końca ogarnąć „ruskiej duszy” 🙂 Tu uśmieszek, bo cytat o ruskiej duszy musi się znaleźć jako motto co drugiej książki o Rosji. Ale nie ma tu mieć o co do Colina pretensji, bo za młodu nie mógł za bardzo jeździć po ZSRR (choć trochę jeździł), więc i kiedy miał się nauczyć Rosji? Trzeba mu przyznać, że próbuje. Nieco irytuje mnie ciągłe odnoszenie się do komunizmu, choć książka była wydana w 1999 roku. Jeszcze bardziej irytuje mnie klisza bieda – wóda – gułag, ale co poradzić. Pod koniec lat 90. sytuacja w Rosji była rzeczywiście katastrofalna, a książka jest znakiem czasów (które na szczęście minęły). Na szczęście nie tylko o tym opowiada brytyjski pisarz. Przede wszystkim książka broni się jednak literacko – jest naprawdę pięknie napisana, dobrze przełożona, można znaleźć sporo niebanalnych myśli i spostrzeżeń. Zdecydowanie warto.

5. Gogol w czasach Google’a

Wacław Radziwinowicz

7/10. Jak widać, nie ma na liście reportaży na temat mniej lub bardziej bieżącej sytuacji politycznej w Rosji, które szczerze mnie nudzą. Książka korespondenta Gazety Wyborczej jest na szczęście inna. Trochę polityki jest, ale z umiarem. To zbiór krótkich reportaży z 14 lat pracy dziennikarza u Moskali. Jest często śmiesznie, czasem smutno, bywa poważnie i leciutko. Co chcecie. Wada – teksty są krótkie i trudno z nich wynieść jakąś jedną opinię na temat kraju Putina. Autor też raczej skąpo obdarza nas własnymi komentarzami. Z jednej strony to dobrze, bo nie ma jednej prawdy, ale z drugiej – jakże pięknie umiał uogólniać i wyłapywać różne mechanizmy Kapuściński! Za to pół punkcika mniej.

6. W syberyjskich lasach

Sylvain Tesson

Ocena 6.5/10. Jadąc po Bajkale, trafiliśmy do chatki nad jeziorem, w której pustelnik Pietrowicz pisał sobie książkę. Powiedział, ze przed nim mieszkał tu taki jeden Francuz i też pisał. Więc poszukałem i znalazłem całkiem wartościową pozycję. Sylvain wygląda na równego gościa, a na pewno można się z nim wódki napić. Szkoda, że podczas półrocznego pobytu nad Bajkałem rzuciła go dziewczyna, nie mogąc znieść rozłąki. Chłopak nakręcił także film „6 miesięcy nad Bajkałem” i gdybym obejrzał go przed zakupem książki, to pewnie zostałaby w księgarni. A tak kupiłem i nie żałuję. Fakt, że nasz Francuz trochę za bardzo filozofuje na temat żywotu eremity, ale dzieło jako całość daje radę. Za wiele tu się nie dzieje – rzecz raczej dla miłośników lasów, przyrody, czy Bajkału. Mi się podobało.

7. 14.57 do Czyty. Reportaże z Rosji

Igor T. Miecik

Ocena 6.5/10. W sumie mógłbym dać 7, ale porównując 150 stron reportaży Miecika z 330 Radziwinowicza (przy 5 zł różnicy w cenie) to wolę tego drugiego. Chociaż opowieści są naprawdę fajne i ciekawe. A najlepszy jest tytuł 🙂 Chociaż akurat tytułowy reportaż jest moim zdaniem najsłabszy – miałem po jego przeczytaniu chęć odłożyć książkę, ale na szczęście tego nie zrobiłem. Tylko czemu to takie krótkie??

8. Dobranoc, panie Lenin!

Tiziano Terzani

6/10. Terzani to jeden z najwybitniejszych reporterów drugiej połowy XX wieku. Tak mówią, ale mnie jakoś nigdy nie porwał. Czytałem wcześniej „W Azji”, której dałbym podobną ocenę. „Dobranoc, Panie Lenin!” (przyznacie, że po angielsku tytuł brzmi lepiej) to opowieść o rozpadzie ZSRR, który autor ogląda na własne oczy. Fajnie.  Jest to też dobrze napisane, dlatego daję te 6 punktów. Ale poza tym? W ogóle mnie to nie porwało i nawet nie wiem do końca, dlaczego? Może książka po prostu się zestarzała? A może Tiziano, podróżując przez zyskujące niepodległość republiki, nie zagłębił się wystarczająco mocno w problemy poszczególnych krajów? To nie jest zła książka – spokojnie poleciłbym ją każdemu, kto chciałby dowiedzieć się co nieco o chaosie początku lat 90. w ZSRR, a kto nie ma o tych terenach większego pojęcia.

9. Rosja. Podróż do serca kraju i narodu.

Jonathan Dimbley

5/10. Na początku chciałem dać 2 punkty, ale po dłuższym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że nie jest jednak przecież aż tak źle. Dałem 4. Potem pomyślałem, że można się z tej pozycji dowiedzieć naprawdę kupę rzeczy, więc niech będzie 5. Jeśli czytałeś wyżej wymienione książki, to tej unikaj jak ognia, ale jeśli wiesz tylko tyle, że w Moskwie siedzi Putin, a dalej jest zimno, białe niedźwiedzie i polscy męczennicy, to wyobraź sobie, że w polu „ocena” jest powiedzmy 7.  Brytyjczyk podjął karkołomne przedsięwzięcie (podobnie jak Kapu i Terzani) – przejechać największy kraj świata dość szybko i napisać z tego interesującą relację. Niestety – napisaną z pozycji anglosasa, który dziwi się, „czemu u nich nie jest jak u nas”. Że brzydko, że brudno, że bloki i że wódka. Standard. Aha, i jeszcze nie mają demokracji, najgorzej! Ale jeśli nie irytują nas te klisze, to między nimi znajdziemy sporo informacji na temat różnych rejonów kraju, trochę historii, sporo ciekawostek.

10. Urodziłam się nad Bajkałem

Bełła – Chan Skwarska

4/10. Tu sam jestem sobie winien, bo przeczytałem książkę z gatunku, którego nie lubię. Pamiętniki. Gorzej – pamiętniki z dzieciństwa. A tytuł w sumie ostrzega, co czai się w środku. Nie mam nic do pani Bełły – wygląda na to, że to bardzo sympatyczna kobieta, już babuszka właściwie.  Ładne ma imię. Wprawdzie lubi się czasem tak po azjatycku troszkę poprzechwalać, ale jest to urocze. W sumie pewnie można by w tej książce znaleźć sporo „uroczych” elementów, ale sęk w tym, że ja takich książek nie szukam. Chciałem się dowiedzieć, jak wyglądało 60 lat temu życie Buriatów, a dowiedziałem się, jak wyglądało dzieciństwo pani Bełły. Owszem, sporo tu tradycji, ogólnego obrazu życia jej rodziny, ale to jednak nie to. W dodatku co jakiś czas narracja jest przerywana długimi buddyjskimi mądrościami, które według mnie są tu zupełnie niepotrzebne – a dla polskiego czytelnika dodatkowo wielce zawiłe. Tylko dla fanów.

11. Zagubiony kosmonauta. Zapiski antyturysty.

Daniel Kalder

3.5/10. Taaak. Pozwolicie, że przytoczę cytat z opisu: „Dokumentuje podróże do zapomnianych i tajemniczych światów byłych republik radzieckich. Kalder, jak przystało na prawdziwego odkrywcę, udaje się tam, gdzie nikt dotąd nie odważył się zapuścić”. Taak. Jaki on dzielny. Kalder to Szkot, który mieszkał sobie w Moskwie i pracował jak pan Bóg przykazał, ale chyba nie był taki skąpy, bo wydawał pieniążki na samolotowe wycieczki. I taka to jest książka – o wycieczkach, tyle że do miejsc, do których większość turystów nie dociera. Brawa dla autora, że je wyszukuje, ale w sumie nie robi tam wiele więcej niż inni turyści. A sam przecież tytułuje się „antyturystą”! Nie ma tu za wiele polotu, jest za to sporo mniej lub bardziej banalnych obserwacji człowieka Zachodu, który mimo iż próbuje, nie bardzo umie wsiąknąć w ten Wschód. A może książka jest napisana po prostu dla zachodniego czytelnika? Pół punkcika za rozdział o mieście szachów.

12. Mordercy w mauzoleach

Jeffrey Tayler

2/10. OK, może to ze mną jest coś nie tak? To naprawdę słaba książka. Z opisu:

„Autor – Amerykanin mieszkający na stałe w Rosji – przemierzając region, wzorem najlepszych reporterów stara się spojrzeć pod podszewkę przemian, jakie się dokonały po rozpadzie ZSRR. Opisuje je z perspektywy zwyczajnych ludzi, z którymi pije, wędruje, a przede wszystkim rozmawia. Książka otrzymała nagrodę Best American Travel Writing i bardzo dobre recenzje m.in. w THE WASHINGTON POST, PUBLISHERS WEEKLY, NATIONAL GEOGRAPHIC TRAVELER.”  Dodajmy, że Tayler był nominowany do nagrody Pulitzera za książkę “Facing the Congo”. Więc pisać umie. Ale po przeczytaniu „Morderców…” mogę w to wątpić.  „Poznawanie” w wydaniu Jankesa wygląda tak – „pójdę do knajpy/klubu, napiję się z pierwszym, który się nawinie, a potem napiszę to, co mi opowie”. Nawet jeśli rozmówca nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Hmm, mam wrażenie, że autor ma pecha do ludzi, którzy nic oryginalnego nie mówią. A może nie umie znaleźć nic ciekawszego. Zresztą, jak tu znaleźć coś ciekawego, jak się podróżuje między republikami Kaukazu Północnego taksówką za 50 dolarów… a i to z duszą na ramieniu. Książka pełna klisz, banałów i stereotypów Amerykanina patrzącego z góry (tak właśnie) na biednych dzikusów ze Wschodu. Może w USA to się podoba – może taką wizję byłego ZSRR chcą tam widzieć? Ja nie dałem rady zmielić tego do końca – w podróży Taylora z Moskwy do Pekinu (od jednego mordercy w mauzoleum do drugiego, a jakże) wysiadłem w Ułan Bator.

To by było na tyle. Parszywa dwunastka. Oczywiście spis można ciągnąć, za jakiś czas pewnie napiszę drugą część. Brakuje tu kilku pozycji, których póki co nie zdążyłem przeczytać. Darowałem sobie też książki podróżnicze.W każdym razie, zapraszam do komentowania 🙂