Mała apokalipsa

Mała apokalipsa

Wczasy w Turcji kojarzą się ze słońcem, dobrym kebabem i piwem efes. Ewentualnie z fajnym haremem i wąsem Mahometa. Ale taki już mój pieski los, że gdzie nie pojadę, tam dopadnie mnie zima. Nawet pod palmą.

Zamiast jak człowiek leżeć pod palmą w jakimś allinkluzivie, lepiłem bałwana przed Hagią Sophią. Korzystając z tego, że nie zdekapitowali mnie przedstawiciele Państwa Islamskiego podczas przejażdżki po Iraku, mogłem pokiwać z uznaniem głową nad pechowymi harcerzami, którzy jechali przez zasypaną śniegiem Turcję. Ja też jechałem, tyle że autobusem.

Ale chaosik na nieodśnieżonych drogach w całym kraju to nic w porównaniu do czasu apokalipsy w Stambule.

DSC_5496

Cóż, może to jednak nie był najlepszy pomysł, żeby jechać tam w lutym, ale chciałem zobaczyć jak wyglądają kobiety na rowerach po straszliwym zimowym etapie rowerowego jamboree. To taka sztafeta harcerzy, którzy zmierzają na światowy zlot skautów do Japonii i żeby nie było za łatwo to jadą rowerami. Dziewczyny oddały pałeczkę kolejnemu etapowi, który miał do pokonania całą Turcję – krainę teoretycznie znacznie cieplejszą niż południe Europy. Ale co to globalne ocieplenie porobiło. Na Ukrainie był jeszcze jakiś symboliczny śnieg, w Rumunii gdzieś na polu ponoć widziały, w Bułgarii to już tylko padało. A w Turcji zima stulecia.

Apokalipsa zaczęła się 16 lutego – w ciągu kilku dni w niektórych miejscach spadło nawet 75 cm śniegu, wprawiając w osłupienie 15 milionów mieszkańców Stambułu, zwanych w polskiej literaturze konstantynopolitańczykami. Największy od 28 lat sztorm śnieżny zupełnie sparaliżował jedną z większych metropolii na świecie. Zima zaskoczyła drogowców w ich 1028 pługach[1], którzy z kolei zaskoczyli kierowców brakiem szybkiej reakcji, w efekcie czego sam zostałem zaskoczony wiadomością, że korki w byłej stolicy Turcji mogą być jeszcze większe. Nie pomogło nawet 20 ton soli wysypanej na drogi. Potem nie dziwił już widok aut rozbitych na poboczach w odstępach paru kilometrów. Liczba 800 mniejszych lub większych wypadków świadczy, że raczej nie używa się tu opon zimowych. W całym tym zamieszaniu pojawiły się wątki humorystyczne, jak na przykład zarządzenie władz miasta, zakazujące wjazdu na ulice samochodom bez łańcuchów na kołach. Wątpię, że posiadają je nawet wozy policyjne. Cały naród wstrzymał oddech na wieść, że na lotnisku utknęli piłkarze Besiktasu Stambuł, lecący na mecz z Liverpoolem. Zdążyli na czas, ale prawdopodobnie z powodu stresu przegrali ostatecznie 1: 0. Zamknięto dla ruchu cieśninę Bosfor, odcinając połączenie wodne między Europą i Azją. Tysiące ludzi nie mogło przepłynąć do pracy wodobusami.  Liczne tankowce zostały uwięzione po niewłaściwych stronach cieśniny, ale co począć, gdy widoczność ogranicza się do kilku metrów? W czasach sprzed globalnego ocieplenia można było w takiej sytuacji przejść Bosfor piechotą. W XX wieku wprawdzie zdarzyło się to tylko dwa razy, ale zawsze.  W 1929 i 1954 roku masy lodu z Dunaju w połączeniu z silnymi mrozami sprawiły niemało uciechy mieszkańcom Stambułu, wtedy jeszcze nie tak zapracowanym i zabieganym jak dziś. Kto nie wierzy, może sprawdzić w Muzeum Fotografii, gdzie ekspozycja poświęcona zimom stulecia zajmuje aż dwie sale.

bozdelitrk6iz6to

Nie, żeby i dziś wszyscy rozpaczali z powodu zimy. Na terenach pomiędzy dwoma najsłynniejszymi budowlami w mieście można było obserwować roześmiane konstantynopolitańczykowianeczki i konstanynopolitańczykowiańczyków (bo przecież nie stambulan i stambulanki, jak to brzmi) rzucających się śnieżkami. 1500-letnia Hagia Sophia i przepiękny Błękitny Meczet, zwany przez Turków Sultanahmet, to wspaniałe tło do śnieżnych harców, którym z niesmakiem przypatrywały się stateczne matrony, tracące od czasu do czasu stabilność na śliskich chodnikach. Według legendy sułtan Ahmed I nakazał budowę Błękitnego Meczetu, by przeprosić Allaha za złe prowadzenie się za młodu. Boga będą pewnie musieli przepraszać również liczni młodzi zakochani, przechadzający się tłumnie pod ośnieżonymi palmami. Panowie chyba rywalizowali w konkurencji „kto zbuduje swojej wybrance większego bałwana”, z zapałem tocząc śnieżne kule.

DSC_5520

A propos bałwanów: kelnerzy nie chcieli stać na mrozie, by naganiać klientów na kebaba, więc poradzili sobie sposobem. Bałwan przed barem trzyma kartkę „I have nice food”, a za jego plecami ulepiono kolejnego, z kartką „mine is better”.

DSC_5537

Wszystko to bardzo fajne, jednak muszę zdążyć na samolot. Pasażerowie tramwaju uśmiechają się pobłażliwie – znają los nie tylko piłkarzy Besiktasu, ale również tysięcy pasażerów uwięzionych na obu lotniskach, po dwóch stronach Bosforu. Lotnisko im. ojca narodu – Atatürka, było tego wieczoru prawdziwym piekłem. Turkish Airlines dały sobie zupełnie spokój z lataniem, europejscy przewoźnicy próbowali walczyć, więc co kilka godzin wylatywał jakiś samolot. Nie mój. Znalazłem sobie wygodne miejsce do spania na taśmie do oddawania bagażu przy stanowisku check-in (polecam!), tuż obok dobrze zorganizowanego koczowiska Japończyków, którzy nawet ściągnęli skądś barierki, by odgrodzić się od tłumu. Dwa metry dalej swój tabor rozłożyła nieznana mi nacja, dobrze skryta pod baldachimem z kocy narzuconych na piramidę z walizek. Zasnąłem spokojnie, z atrakcyjnym widokiem na drużynę amerykańskich koszykarek, którym wszyscy zazdrościli wygodnego łóżka do masażu, zajmowanego cyklicznie przez kolejne członkinie drużyny. Wczasy w Turcji, polcam.

2015-02-18 20.09.37

DSC_5509

[1] Warszawa ma 1,7 miliona mieszkańców i 320 pługów

[jr_instagram id=”3″]