Rosja F.A.Q.

Rosja F.A.Q.

Instrukcja obsługi wielkiego niedźwiedzia

Dość często dostajemy pytanie dotyczące podróżowania do Rosji, rejestracji, wiz, kolei, przewożenia rowerów oraz ogólnych kwestii – jak się zachować? Oto odpowiedzi na Wasze wątpliwości i wiele więcej 🙂

  1. Kolej

Czy ciężko jest kupić bilety na kolej? Czy rzeczywiście trzeba je kupować z dużym wyprzedzeniem? Jak wygląda standard rosyjskich pociągów? Czy warto jechać koleją transsyberyjską do Irkucka?

Kolej pełni w Rosji zupełnie inną funkcję niż w Polsce. Jest spoiwem łączącym wszystkie krańce imperium. Symbolem jedności kraju. Jest egalitarna (choć otwarcie szybkiej linii Moskwa-Petersburg nieco to zakłóciło). To często jedyny środek transportu między małymi miejscowościami, szczególnie na dalekiej Syberii. Jest piękną kartą w historii Rosji, godzącą carów, Stalina i Putina. Pociągi są czyste, bezpieczne i punktualne (mowa tu o pociągach dalekobieżnych, nie o elektryczkach, które czasem są przeciwieństwem tych cech).

Bilety

Bilety kupuję bezpośrednio na stronie kolei rosyjskich (nie ufam zbytnio angielskim wersjom stron rosyjskich, dlatego zawsze otwieram w oryginale), choć można też na stronach pośredników, np. http://www.tutu.travel/poezda/

Inna sprawa, jeśli chcemy kupić bilet na dworcu. Pól biedy, jeśli są tam biletomaty. Jeśli nie ma, lub nie działają (zgadnijcie czy często), to musimy udać się do kasy. Tzn. najpierw odstać swoje w kolejce. Chyba nie widziałem rosyjskiej kasy bez kolejki. Nieważne. Pamiętać o paszporcie i choćby minimum rosyjskiego, jeśli nie chcemy stać się darmowym kabaretem dla innych kolejkowiczów. Oni zawsze mają czas, żeby się pośmiać. W kasie cena biletu może okazać się inna (najczęściej, choć nie zawsze, będzie wyższa) niż w internecie. Może okazać się, że nie ma już tego miejsca, które sobie upatrzyliśmy, będzie za to jakieś inne. Generalnie- jeżeli możemy uniknąć kas – unikajmy.

Inna sprawa, kiedy bilety się kończą. W przewodnikach często straszą, że w okresie wakacyjnym nie kupimy biletu na transsib bez przynajmniej dwutygodniowego wyprzedzenia. To nie do końca prawda. Rzeczywiście, kolej jest bardzo popularna, jednak coraz więcej ludzi lata samolotami. Rzeczywiście, czasem zdarza się, że bilety znikają do szczętu, ale raczej na dwa-trzy dni przed odjazdem. Właśnie patrzę na bilety na jutro (sierpień, szczyt sezonu) – w każdym pociągu jest ich przynajmniej kilkanaście. Pamiętajmy, że pociągi mają kilka kategorii cenowych – platzkartny (otwarte przedziały), coupe (czteroosobowy przedział zamknięty), a czasem lux (wyższy standard przedziału). Ja zawsze jeżdżę platzkartą i bardzo sobie chwalę. Jeżeli kupujemy w ostatniej chwili musimy liczyć się z tym, że nie dostaniemy miejsc w jednym przedziale, a może i wagonie. W takim przypadku musimy liczyć na życzliwość współpasażerów lub podróżować oddzielnie (trudno skłonić kogoś kto już dwa dni podróżuje w jednym przedziale – i jest tam dobrze zadomowiony- do nagłej zmiany miejsca, lub nie daj boże wagonu). Jeżeli biletów w internecie nie ma- idziemy do kasy – może się znajdą. Jeśli i w kasie nie ma – idziemy na peron do prowadnika (konduktora, każdy odpowiada za jeden wagon) i próbujemy coś wynegocjować. Kiedyś była to powszechna praktyka, dziś nieco mniej popularna (może dlatego, że jest więcej miejsc).

Rowery

W kolejach rosyjskich zgodnie z regulaminem możemy bez problemu przewozić rowery jako zwykły bagaż, umieszczany na półce nad naszymi głowami (dlatego lepiej podróżować platzkartą, w przedział kupiejny ciężko je wcisnąć). Nie potrzeba dodatkowego biletu. Powinny mieć zdjęte koła i być zapakowane w specjalne opakowanie dla rowerów. W praktyce owijam je dużą ilością folii przezroczystej (takiej spożywczej) i jeszcze nie zdarzyło mi się, by jakiś prowadnik miał z tym problem. Zdarza się za to, że półki nad głowami są zajęte przez gigantyczne bagaże współpasażerów. Należy wtedy grzecznie poprosić sąsiadów z innego przedziału, czy nie moglibyśmy wrzucić im nad głowy kilkunastu kilogramów żelastwa 🙂 (znowu – najwygodniej to robić w wagonie platzkartnym). Najlepiej szybko zaprzyjaźnić się z prowadnikiem/prowadnicą – wtedy załatwią sprawę za nas 🙂

  1. Rejestracja

Rejestracja, zwana w Rosji registracją lub propiską to obowiązek znany we wszystkich byłych państwach komunistycznych, zwłaszcza b. ZSRR. Co ciekawe, mamy taki przepis również w Polsce, chociaż jest zupełnie martwy. W skrócie chodzi o to, by władza miała obywatela na oku. Jeśli zatem obywatel przebywa w jakimś miejscu dłużej niż 3 dni, powinien zawiadomić o tym odpowiednie organy. O registrację może nas poprosić milicjant na ulicy lub, co gorsza, celnik na granicy. W obu wypadkach nie umkniemy karze (chyba że mamy dobre gadane) – czeka nas sztraf (mandat) lub wziatka (łapówka). W praktyce policja raczej nie patrzy na rejestrację, bo możemy się łatwo wykpić znając przepisy. Na granicy zawsze chowam rejestrację przed celnikami, chcąc sprawdzić, czy będą jej szukali. W Rosji się to nie zdarzyło, ale np. w Kazachstanie, gdzie olałem ten obowiązek, skończyło się na łapówce w wysokości kilkudziesięciu dolarów. Co zrobić, by tego uniknąć?

Przede wszystkim, rejestracja wymagana jest, gdy przebywamy powyżej 7 dni w Rosji i 3 dni w jednym miejscu. Oznacza to, że jeśli cały czas się przemieszczamy, nie potrzebujemy świstka. Warto mieć jednak jakieś potwierdzenie naszej marszruty dla nadgorliwego policjanta. Może to być bilet, rachunek z innego miasta, zdjęcie z datą, cokolwiek. Nie ma obowiązku spania w hotelach. Zresztą, służby mundurowe we wszystkich krajach wschodu patrzą na rowerzystów jak na nieszkodliwych, nieco przygłupich wariatów, na których lepiej machnąć ręką, bo i tak nie mają pieniędzy (gdyby mieli jechaliby przecież samochodem).

Niestety, nawet nieustanne przemieszczanie się nie zwalnia nas z konieczności posiadania przynajmniej jednej registracji w trakcie pobytu w Rosji, która powinniśmy pokazać na granicy (lub mieć schowaną, jak ja). Dla świętego spokoju staram się wyrobić dwie – w ciągu 7 dni od przekroczenia granicy i drugą min 3 dni przed wyjazdem, żeby się nie czepiali. Nie zawsze się to jednak udaje i często kończy na jednej.

Jak zrobić rejestrację? Teoretycznie powinien załatwić ją za Ciebie hotel – i to bezpłatnie. W praktyce dzieje się tak tylko w najlepszych obiektach. Część tańszych hoteli  i hosteli robi rejestrację za opłatą (100-400rub), ale spora część nie robi ich wcale. Bo nie. Co wtedy?

Najwygodniej iść ze znajomym Rosjaninem na pocztę, gdzie zadeklaruje on, że przyjmuje Cię pod swój dach. Kosztuje to bodajże 200rub i sporo nerwów. Urzędniczki często nie wiedzą, o co nam chodzi (o znajomym Rosjaninie nie wspominając), trzeba wypełnić 15 druczków w 10 okienkach, ale ostatecznie zawsze działa. I wierzcie mi, to dużo łatwiejsze niż samodzielna wizyta w administracji (OVIR), która napawa mnie przerażeniem. Raz próbowałem, nie udało się 🙂 Można wreszcie udać się z głupia frant do dobrego hotelu w którym wcale nie śpimy i poprosić o rejestrację. Jeśli recepcjonistka ma dobry dzień i was polubi zrobi wam rejestrację za symboliczną opłatą. Warto pamiętać o minie zbitego psa i usłużnym kłanianiu się, to zawsze mile widziane w byłym Kraju Rad.

  1. Wizy

Czy ciężko jest dostać wizy? Czy przyznają je bez problemu? Czy to skomplikowane?

Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi NIE. Pod jednym warunkiem – że nie będziemy ich wyrabiać sami. Na stronie ambasady rosyjskiej znajdziemy wszelkie informacje dotyczące otrzymania wizy. W trybie normalnym (10 dni roboczych) za wizę turystyczną/biznesową zapłacimy 152zł (stan na sierpień 2015). W momencie składania wniosku paszport musi być ważny jeszcze przynajmniej przez pół roku, co jest standardowym wymogiem przy każdej wizie. Wiza turystyczna uprawnia do 30 dni pobytu na terenie Federacji Rosyjskiej, a biznesowa -90 dni.

Czytając wymogi dotyczące składania wniosku o wizę turystyczną może zwrócić nasza uwagę pkt. 4.: ”Potwierdzenie przyjęcia turysty zagranicznego wystawione przez rosyjską firmę turystyczną, zarejestrowaną w rosyjskim Federalnym Rejestrze Touroperatorów.” To oczywiście wymóg mocno utrudniający samodzielne składanie wniosku wizowego. Szczerze mówiąc, robiłem tak tylko raz, wiele lat temu (wymogi stale się zmieniają) i na wizę tranzytową. Potem korzystałem już zawsze z usług jednego z licznych biur pośrednictwa wizowego. Koszt takiej usługi to kilkadziesiąt złotych (średnio ok.50zł), a korzyści – niezmierzone. Przede wszystkim nie musimy wystawać w konsulacie, załatwiać zaproszeń czy „potwierdzeń przyjęcia”, a potem martwić się czy nasz wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony. Jedyne co musimy zrobić, to przekazać agencji nasz paszport, zdjęcia i wypełnić wniosek. A po 10 dniach roboczych cieszyć się wizą z dwugłowym orłem 🙂

  1. Rosjanie

Czy Rosjanie lubią Polaków? Czy wojna na Ukrainie zmieniła ich podejście do rodaków papieża Polaka? Czy naprawdę tyle piją?

Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że lubię Rosjan. Gdybym nie lubił, to nie jeździłbym tam w kółko. Lubię ich bardziej niż Niemców czy Francuzów (których przecież tez bardzo cenię), naszych kochanych sojuszników z NATO i UE. Dlaczego? Bo mają tą słowiańską, narwaną, nieobliczalną, romantyczną, nieodgadnioną, szeroką i słynną duszę. Bardzo podobną do naszej, polskiej, ale polanej wielkomocarstwowym, internacjonalistycznym sosem ze szczyptą szaleństwa. Bo są weseli, serdeczni, gościnni i uczynni. Mają serce na dłoni i lubią się bawić, czasem aż za bardzo. Bo carpe diem i po nas choćby potop.

Nie znaczy to, że nie widzę wad, których Rosjanom, tak jak każdemu narodowi, nie brakuje. Najbardziej chyba irytuje mnie, zwłaszcza jako Polaka, ta wielkomocarstwowość, duma z imperium i niezwyciężonej Armii Czerwonej. Oraz uparte ignorowanie faktu, że II wojna światowa zaczęła się 1.09.1939. Wkurza mnie porywczość i to, ze często trzeba uważać na słowa (np. nie negować decydującej roli ZSRR w zwycięstwie nad Hitlerem. Naprawdę, kto w Polsce toczy z obcokrajowcami dyskusje o bitwach II wojny? W Rosji to często główny temat small talku, zaraz po pogodzie:”czy wiesz kto wygrał II wojnę?”)

Czy Rosjanie lubią Polaków? Wydaje mi się, ze jesteśmy im raczej obojętni (auuu polska duma). Jesteśmy tylko jednym z wielu małych (dla nich) narodów i państw, a oni dla nas- największym sąsiadem, historycznym ciemiężycielem, ale i punktem odniesienia. Dla Rosjan jesteśmy czasem zdrajcami słowiańszczyzny, a czasem ojczyzną Wajdy, Kieślowskiego i Zanussiego. A przede wszystkim Czterech Pancernych i psa 🙂 Wbrew pozorom, Polsce nie poświęca się w rosyjskich mediach tyle, ile Rosji w Polsce. Jesteśmy dla większości jej mieszkańców dość nieznani. Wiadomo tylko, że lubimy krzyczeć, machać szabelką i robić na złość Matuszcze Rossiji bo mamy jakieś kompleksy. (Z kolei my czasami trochę patrzymy tak na Litwinów.) Jednak wielka polityka nie ma między zwykłymi ludźmi wielkiego znaczenia – jeżeli tylko nie będziemy próbowali okazać swojej wyższości na pewno nie spotka nas nic złego. Mnie osobiście nie spotkało nigdy nic złego (nie licząc rozbojów, kradzieży, nagabywania przez napalonych zboczeńców, czy niedźwiedzi mających chrapkę na kolegów), może dlatego, że w odpowiedniej chwili potrafię trzymać język za zębami.

Jeszcze jedna ciekawa cecha. Pierwsza odpowiedź Rosjanina na dowolną prośbę czy pytanie to „nie”. Od tej przypadłości nie był wolny również wieloletni (przez prawie 30 lat!) minister spraw zagranicznych ZSRR Andriej Gromyko, do którego na zachodzie przylgnęło przezwisko „mister niet”. Jego śladem dzielnie kroczy Siergiej Ławrow. Jednakże jeśli nie damy się spławić pierwszemu „niet”, zagaimy rozmowę i zapewnimy o drużbie narodów, to często okaże się, że początkowe „niet” zamieni się nie tylko w „da”, ale ostatecznie człowiek przychyli nam nieba i bezinteresownie pomoże. Z tego względu w Rosji być może trudniej nawiązać znajomość niż w USA, ale jeśli się nam to uda, będzie ona na pewno głębsza i bardziej trwała.

Trudno mi orzec, czy stosunek Rosjan do Polaków zmienił się po wybuchu konfliktu na Ukrainie, bo nie byłem tam od tego czasu.  Opinie znajomych, którzy byli, są podzielone. Wydaje mi się, że zależy to bardziej od ogólnego nastawienia do naszych sąsiadów (jeśli byłeś/aś i masz na ten temat coś do powiedzenia, proszę, podziel się tym w komentarzu) niż rzeczywistej zmiany stosunku. Do Polaków szczególnie ciepło odnoszą się mieszkańcy Syberii, z których wielu ma Polskie korzenie, a zesłańcy popowstaniowi zapisali się jak najlepiej w historii tej części Rosji, przyczyniając się do jej rozwoju technologicznego i kulturowego. Na polityczne zaczepki zawsze odpowiadam „Polityka polityką, a zwykli ludzie zawsze się dogadają” Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie zadziałało. Byłem w Rosji podczas wojny z Gruzją i nie zauważyłem niechęci do Gruzinów w bezpośrednich spotkaniach. Co innego do władz tego państwa, na czele z arcywrogiem Putina, diabłem wcielonym Saakaszwilim. Ciekawe, czy podobnie rzecz ma się z Ukraińcami. Od wybuchu wojny oczywiście wiele razy spotykałem się z moimi rosyjskimi znajomymi i oczywiście pytałem ich co sądzą o obecnej sytuacji. Co ciekawe, z nikogo nie udało mi się wydusić nic konkretnego. Twierdzą, ze albo nie interesują się polityką, albo do końca nie wiedzą, kto ma rację. Niby nie lubią Putina, ale jednak „Krym nasz”, sprawiedliwość dziejowa, no i biedni rosyjskojęzyczni Ukraińcy, których trzeba bronić przed wywrotowcami z Kijowa. A to bardzo inteligentni ludzie, z reguły krytyczni wobec władzy. Z drugiej strony „jak nie będzie Putina, to przyjdzie ktoś gorszy”. Ot, rosyjski fatalizm.

  1. Bezpieczeństwo

Czy w Rosji jest bezpiecznie? Czy piją? Czy kradną? Czy policja bierze łapówki?

Złodzieje

Tak, w Rosji jest bezpiecznie, jeśli tylko przestrzegamy zasad odpowiedzialnego podróżowania, o których można by napisać oddzielny artykuł. Nie czuję się tam ani trochę mniej bezpiecznie niż np. w Hiszpanii czy Anglii. Czy kradną? Chyba wszędzie kradną. Często jeżdżę do krajów śródziemnomorskich i praktycznie nie ma wyjazdu, żebym nie słyszał o jakichś kradzieżach bagażu, w biały dzień. W Rosji może podobnych wypadków jest nawet mniej, z powodu wszechobecności policji.

Policjanci

Wbrew stereotypom, policja, także w Rosji, jest głównie po to, by chronić obywateli. Oczywiście wtedy, kiedy oni nie przeszkadzają jej w interesach, ale my, jako turyści, na pewno tego nie robimy. Sęk w tym, że policjant musi się z czegoś utrzymywać, a państwowa pensja nie bardzo mu na to pozwala. Musi więc brać, żeby zapewnić sobie godne utrzymanie. Mało tego, zebranymi łapówkami musi się dzielić z przełożonymi, a oni – ze swoimi. I tak aż do najwyższych szczebli władzy, gdzie stanowiska dostaje się za pieniądze, które potem trzeba przecież odzyskać. To tajemnica poliszynela i wszyscy o tym wiedzą, system równoległy w stosunku do oficjalnego, świetnie się z nim uzupełniający. I choć wszyscy psioczą na „mentów” to wielu ludziom taka sytuacja odpowiada. Sprawę wykroczenia załatwia się szybko i na miejscu, cenniki są dostosowane do zarobków kierowcy (które policjant bezbłędnie rozpozna po marce auta). Bardzo chwali to sobie mój kolega, który od lat posiada samochód, ale jakoś nie miał czasu wyrobić (lub wykupić) bez prawa jazdy. (Swoją drogą, słowo „samochód” jest dla Rosjan z jakichś powodów zabawne.) Lub inny kolega, który czasem musi pojechać po zapas alkoholu do sąsiedniej wsi (30km), bo skończył się w czasie imprezy. W czasie podróży autem przez pół kraju byłem zatrzymywany wielokrotnie na rutynowe kontrole. Tylko raz zostałem poproszony o łapówkę – i byłem bardzo wdzięczny, bo za jazdę z taką prędkością przy takim ograniczeniu (znak był oczywiście ustawiony złośliwie) w Polsce od razu odebrano by mi prawo jazdy.

Alkohol

Tu stereotyp chyba najmniej mija się z prawda, chociaż też nie do końca. Gdy zacząłem zgłębiać temat alkoholizmu Rosjan wyszedł mi z tego cały nowy wpis, który opublikuję wkrótce 🙂 Ale pokrótce: Według WHO Rosjanie zajmują dopiero 4 miejsce w Europie pod względem spożycia alkoholu na głowę mieszkańca, ale z to pierwsze miejsce na świecie w kategorii zgonów tym alkoholem spowodowanych (0,5mln rocznie). Do tej sytuacji przyczynia się znacznie ostra polityka antyalkoholowa państwa, która sprawia, że coraz więcej ludzi sięga po nielegalne (i niebezpieczne) źródła alkoholu. Tyle statystyka. Co wynika z mojego doświadczenia?

Problem alkoholizmu niewątpliwie istnieje, zwłaszcza na prowincji. Pije się dużo, często i nieraz dziwne wynalazki. Jednocześnie na ulicach miast nie spotkamy więcej pijaków niż w Europie, nie są oni tez szczególnie agresywni (mniej więcej jak u nas). Pije się w domu, do lustra, z kumplami, na smutno. Jak już pisałem, w miastach jest dużo policji, co zapewne również odstrasza pijących (od jakiegoś czasu nawet piwo jest oficjalnie alkoholem i teoretycznie nie można go spożywać publicznie). Na wsiach może to wyglądać nieco gorzej. Zdarzało mi się jeździć z pijanymi kierowcami, którzy w razie czego są gotowi zapłacić łapówkę, albo piją przy okazji oddawania czci duchom w okolicach Bajkału (ale i tak jest tu dużo lepiej niż np. w Armenii, gdzie jeżdżąc na stopa przez dwa tygodnie mogłem na palcach jednej ręki policzyć niepijących kierowców). Co ciekawe, wśród naszych znajomych z uniwersytetu to my, Polacy, byliśmy tymi, którzy piją najwięcej. Podobnie w transsibie – często najbardziej hałaśliwy przedział należy do turystów z krajów słowiańskich (co oznacza najczęściej Polaków lub Czechów). UWAGA! Od 2016 w Transsibie nie można oficjalnie pić alkoholu (ani palić), ale oczywiście jeżeli będziemy robić to umiarkowanie, a butelki nie będą stały na stole, to nikt złego słowa nie powie. Podobnie z paleniem – musielibyśmy trafić na prowadnika – fanatyka zdrowego stylu życia. A takich nie ma wielu. Zdarzają się współpasażerowie chętni do wypicia, ale na pewno jest to dalekie od stereotypu „kilkudniowego pijaństwa z ruskimi w pociągu”. Zresztą, kiedy robi się za wesoło, przychodzi prowadnik i robi z towarzystwem porządek.

Jest jeszcze kwestia rdzennych ludów syberyjskich i ich reakcji na alkohol. Ostrzegali mnie Ruscy – „nie pij z Buriatami, bo po wódce im odbija”. Mało tego, ostrzegali sami Buriaci, zdający sobie sprawę ze swojej ułomności (ludy Syberii nie uprawiały zbóż, więc nie wykształciły enzymów trawiący pochodną tych zbóż, jaką jest spirytus). Oczywiście nie posłuchałem i było bardzo fajnie, ale coś w tym jednak musi być. Z kolei jedną z mniej sympatycznych przygód była przechadzka z pijanym, młodym Buriatem, któremu skończyły się pieniądze na alkohol, więc wąchał benzynę. Szedł sobie z nami – my z plecakami, on z butelką benzyny, do której co chwila wsadzał nos. Uparł się, że będzie spał przy naszym namiocie, bo matka wyrzuciła go z domu. Na szczęście wyperswadowała mu ten pomysł niezawodna syberyjska burza, która przeraziła nas dużo bardziej niż to spotkanie.

Podsumowując – Rosjanie piją, często i dużo, ale raczej nie publicznie (poza świętami takimi jak np. Dzień Obrońcy Ojczyzny, kiedy lepiej nie wychodzić na ulicę (chyba, że akurat jesteśmy obrońcami ojczyzny). Człowiek unikający kłopotów na pewno nie będzie miał problemów, a ten kto szuka guza, też go znajdzie 🙂

A jeśli masz własne przemyślenia/doświadczenia odnośnie opisanych powyżej spraw, nie wahaj się dodać coś od siebie w komentarzu!

P.S

Znacznie więcej na temat podróżowania po Rosji, wraz z przykladami z życia znajdziesz w książce :).